Praca grabarza jest fajniejsza niż myślisz!

Nie oszukujmy się, zawód grabarza nie jest powszechnie chwalonym i cieszącym się estymą zajęciem

Zawód, który nie ma lekko

Nie oszukujmy się, zawód grabarza nie jest powszechnie chwalonym i cieszącym się estymą zajęciem. W żadnym kraju. Kojarzy się raczej mrocznie, dziwnie, a stereotypów odnośnie pracowników tej profesji nie da się zliczyć. Nie ma do tego stworzonej szkoły, nie kończy się kursu specjalistycznego, po prostu się nim zostaje. Francuski pisarz, Guillaume Bailly w swojej książce Nekrosytuacje – Perełki z życia grabarza” w lekki sposób miesza ze sobą zabawne anegdoty z tematami, które skłaniają do głębszych refleksji. Powieść nie jest długa, więc czyta się ją szybko i sprawnie, ale wymaga od czytelnika dalece idącego dystansu, zarówno do humoru, jak i zagadnień życia i śmierci.

Na książkę składa się zbiór wielu anegdot z życia brytyjskiego grabarza. Można czytać je po kolei, albo którąś wybrać – ten zabieg nie zaburzy zrozumienia całości, bowiem publikacja nie ma konkretnie narzuconej fabuły, jest zbiorem przykładów. Śród zabawnych historii dostajemy tez subtelnie przerywniki, w których dowiadujemy się twardych faktów, np. kiedy i jak powstał zawód grabarza, jakie są stawki w różnych krajach oraz listę najczęściej zadawanych pytań, w razie gdyby ktoś chciał kiedyś zrobić z grabarzem wywiad. Przede wszystkim rozwiewa mit, jakoby była to osoba wyłącznie od kopania dziury w ziemi i zakopywania po pogrzebie. Tu rozpościera się przed nami sposób organizacji samej ceremonii, funkcjonowanie zakładu pogrzebowego, a także rozliczne kontakty z klientami, dystrybutorami akcesoriów funeralnych, a nawet z policją czy prokuraturą.

Z pozoru niezobowiązująca lektura

Autor nie ukrywa, że na biznesie pogrzebowym zjadł już zęby, i dzięki codziennemu obcowaniu ze śmiercią wyrobił w sobie specyficzne poczucie humoru. Jego koledzy z branży zdają się podzielać ten stan, ponieważ ich historie są skonstruowane w podobnym żarcie. Czytając poszczególne opowieści wręcz czujemy się głupio, że pojawia nam się uśmiech na twarzy. Spokojnie, tak działa czarny humor, który pomaga najlepiej w radzeniu sobie z przykrością i traumą (potwierdzone naukowo). Nie brakuje tu oczywiście smutnych opowieści, ale ich połączenie z żartem pokazuje nam coś jeszcze. Między wierszami wyłania się ogromny szacunek do śmierci i samych zmarłych, a przede wszystkim próba zachowania pamięci o ludziach dla nas ważnych.

Książka, mimo lekkiego pióra, niespodziewanie skłania do refleksji i jest pomocna w radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami w życiu. Nie ocenia, nie wyśmiewa, a prezentuje rzeczywistość i realia pracy w branży pogrzebowej. A branża usługowa posiada różnorakich klientów, o różnych zachciankach. Czasami takich, które jeżą włos na głowie. Czytelnik, który pracuje w handlu lub ma do czynienia bezpośrednio z obsługą klienta od razu zauważy analogie w zachowaniu i sposobie komunikowania potrzeb przez zleceniodawcę.

Book obraza autorstwa freepik - www.freepik.com

Czarna Kompania jako idealny towarzysz na jesienne wieczory

Przede wszystkim książki są niepowtarzalną serią utrzymaną w klimacie militarnego fantasy

Czym jest cykl książek o Czarnej Kompanii?

Przede wszystkim książki są niepowtarzalną serią utrzymaną w klimacie militarnego fantasy. Fabuła, przesiąknięta subtelnym mrokiem, tajemnicami oraz intrygującymi przygodami powinna przypaść do gustu każdemu fanowi dzieł nietuzinkowych i niepowtarzalnych. Książki autorstwa Glena Cooka są szczególnie doceniane przez Andrzeja Sapkowskiego, znanego pisarza gatunku fantastyki i twórcy “Wiedźmina”, który z czasem stał się ikoną na kulturowej arenie międzynarodowej. Port cieni. Kroniki Czarnej Kompanii jest czwartą książką tego autora o przygodach tytułowej Czarnej Kompanii. Glen Cook za pomocą giętkiej narracji w udany sposób prezentuje losy bohaterów; natomiast wyobraźnia autora może przydać szarym wieczorom barw, zwłaszcza w jesienne, bure słoty.

Co to jest Czarna Kompania?

Może lepiej nie pytać, lecz w milczeniu śledzić strony książki. Dlaczego nie należy zadawać pytań? Otóż członkowie Kompanii ich unikają, chociaż “unikają” może stanowić delikatne niedopowiedzenie. Wszak “żołnierze Czarnej Kompanii nie zadają pytań, tylko biorą zapłatę”, co wydaje się być idealnym odzwierciedleniem mrocznych osobowości grupy. Przez wzgląd na swoje działania są jednak narażeni na nieustanne niebezpieczeństwa. Nie wszystkim można umknąć oraz nie wszystko da się odpowiednio zaplanować; im większy rozmach mają członkowie Kompanii, tym uwaga, która się kieruje w ich stronę, jest coraz większa. Szczególnie na świeczniku ostaje się Konował, utalentowany kronikarz Kompanii oraz jej medyk. Natomiast samo działanie Czarnej Kompanii sprowadza się do pełnienia służby w Aloesie i i dławienia wszelkich przejawów buntu przeciwko rządom Pani.

O czym opowiada książka Glena Cooka?

Na pewno o tym, co zostało już tutaj wspomniane – o losach Czarnej Kompanii. Należy jednak wspomnieć, że omawiana grupa w dalszym ciągu tropi Buntowników i Wskrzesicieli, jak to miało miejsce w poprzednich książkach serii. Niektórzy z czytelników, będących zarazem wiernymi fanami, zaznaczają, że w tej części opowieści prawie brakuje większych bitew i wspaniałych potyczek. Równocześnie jest więcej mniejszych operacji, a sam kronikarz – czyli Konował – opowiada głównie o sobie oraz o swoich towarzyszach z najbliższego otoczenia.

W nowej części pod tytułem “Port cieni” pojawia się także nowa postać – Niesforny Deszczyk, która jest jedną ze Schwytanych. Uroda dziewczyny budzi nieufność kronikarza, który dopatruje się pewnych podobieństw do słynnej Pani i jej siostry. Atmosfera nieufności i zgłębiania tajemnicy towarzyszy czytelnikowi na każdym kroku, kusząc przewróceniem następnej strony i sprawdzeniem, co się na niej może skrywać.

Cover obraz autorstwa katemangostar - www.freepik.com

Miłość syntetyczna

W przypadku książek o tematyce budzącej sprzeczne emocje, a fabule niebanalnej, dobrze jest zacząć od samego końca - czyli od opinii

Kurtyna w górę – jakie są opinie o książce, wzbudzającej zarazem zachwyt i trwogę?

W przypadku książek o tematyce budzącej sprzeczne emocje, a fabule niebanalnej, dobrze jest zacząć od samego końca – czyli od opinii. Książka Iana McEwana pod dźwięcznie brzmiącym tytułem Maszyny takie jak ja jest opisywana jako dzieło skomplikowane, wielowarstwowe i budzące niepokój. Sposób prowadzenia narracji przez autora jest zarazem wciągający, jak i przywodzi na myśl złowieszczą, bardzo inteligentną grę z czytelnikami. Chodzi tutaj przede wszystkim o ukazywanie specyficznych emocji, jak i podważenie obrazu tego świata, do którego jesteśmy przyzwyczajeni i z nim zaznajomieni. Określona mianem mrocznej i tradycyjnie przewrotnej, jest dla niektórych nieco komercyjna, leczMaszyny takie jak ja – może stanowić świetną rozrywkę i uzupełnienie jesiennych wieczorów dla wielbicieli literatury wszelakiej maści.

Fabuła – czy opinie nie są przesadzone?

Na pierwszy plan wysuwa się osoba Charliego; mężczyzny lekkoducha, będącego nieco w typie Piotrusia Pana, który zawsze stronił od ciężkiej pracy fizycznej. Jego losy dzieją się w alternatywnej rzeczywistości Londynu w latach 80. XX wieku, co właściwie tworzy klimat i przydaje smaku prowadzonej powieści. Człowiek ten jest zakochany z wzajemnością w pięknej Mirandzie. Charlie planuje z kobietą poważny związek, nie jest jednak świadom ogromnego sekretu, który ta skrywa. Wkrótce jednak prawda wychodzi na jaw – Miranda stara się stworzyć pierwszego, syntetycznego człowieka, któremu nadała imię Adam, nawiązując w ten sposób do biblijnej opowieści z Księgi Rodzaju. Otrzymany spadek Charlie przeznacza w całości właśnie na niego, by go ulepszyć i jak najpełniej uczestniczyć w tym przedziwnym dziele stworzenia. Wspólnie z ukochaną przezeń Mirandą konfigurują jego osobowość i już wkrótce mogą podziwiać owoc swoich wspólnych działań: Adam jest piękny, silny i mądry. Wydaje się być idealny, jako ucieleśnienie wszystkiego, co tylko człowiek mógł wymyślić. Wkrótce rodzi to nowe problemy, albowiem ten syntetyczny człowiek z dwójką swoich stwórców stworzy silny emocjonalnie trójkąt uczuciowy.

Czym jest człowieczeństwo?

Przede wszystkim to pytanie stawia Ian McEwan przed swoimi czytelnikami. Biorąc pod uwagę istotę człowieczeństwa… co tak naprawdę czyni nas ludźmi: to, co czynimy, czy to, jacy jesteśmy? A może posiadanie duszy? Czym jednak jest dusza? Czy nawet najpiękniejsze dzieło może przerosnąć swego twórcę?Czy maszyna stworzona przez człowieka może oddać wielowymiarowość ludzkiej natury i odnaleźć się w okrutnym świecie, w którym nic nigdy nie jest czarno-białe, a będące mirażem różnych odcieni szarości?

People obraz autorstwa freepik - www.freepik.com